Zalotne spojrzenie. Piękne, długie, ponętne rzęsy, chyba każda Kobieta o takich marzy. Niestety nie każdą z Nas natura obdarzyła rzęskami godnymi pozazdroszczenia, dlatego wiele kobiet pomaga sobie w mniej, lub bardziej inwazyjny sposób. Wiele Pań nakłada sobie różnego rodzaju odżywki, aby polepszyć efekt swojego spojrzenia. Ja tym razem zdecydowałam się na metodę bardziej inwazyjną- mianowicie przedłużanie rzęs metodą 1:1.
Takie zabiegi są coraz bardziej modne, więc zrelacjonuje Wam swoje odczucia.
Metoda 1:1 polega na przyklejeniu do każdej mojej naturalnej rzęsy, rzęsy sztucznej. W zależności od zamierzonego efektu, doklejane rzęski mogą być dłuższe, krótsze, bardziej podkręcone, lub wyglądające bardzo naturalnie. Ja wybrałam długie i podkręcone.
Cały zabieg trwał około 3 godziny ( po 1,5h na jedno oko) i kosztował 150 złotych.
Po pierwszym spojrzeniu w lustro byłam zachwycona. Moje oczy wyglądały cudownie. Co prawda zaraz po wyjściu z salonu czułam, że mam coś doklejonego do moich rzęs, jednak nie przeszkadzały mi ani w pisaniu, ani w jeździe samochodem, czy pracy.
Takie zabiegi są coraz bardziej modne, więc zrelacjonuje Wam swoje odczucia.
Metoda 1:1 polega na przyklejeniu do każdej mojej naturalnej rzęsy, rzęsy sztucznej. W zależności od zamierzonego efektu, doklejane rzęski mogą być dłuższe, krótsze, bardziej podkręcone, lub wyglądające bardzo naturalnie. Ja wybrałam długie i podkręcone.
Cały zabieg trwał około 3 godziny ( po 1,5h na jedno oko) i kosztował 150 złotych.
Po pierwszym spojrzeniu w lustro byłam zachwycona. Moje oczy wyglądały cudownie. Co prawda zaraz po wyjściu z salonu czułam, że mam coś doklejonego do moich rzęs, jednak nie przeszkadzały mi ani w pisaniu, ani w jeździe samochodem, czy pracy.
O takie rzęsy trzeba odpowiednio dbać. Przede wszystkim NIE MOŻNA ICH TUSZOWAĆ, demakijaż oczu należy wykonywać w odpowiedni sposób aby ich nie uszkodzić, ale o tym za chwilę. Przez pierwsze 48 h. rzęsy są najdelikatniejsze, ponieważ cały czas trwa wiązanie kleju i nie jest on jeszcze tak trwały, jak w późniejszych dniach.
Już pierwszej nocy kilka doczepek się odkleiło, nie było to zauważalne w gęstości, jednak na białej pościeli zauważyłam kilka pojedynczych rzęsek. Następnego dnia rano moje oczy wyglądały tak:
Każdego dnia kilka z nich wypadało. Niektóre po prostu się odklejały, inne wypadały razem z moimi naturalnymi rzęsami, do których były doczepione, jednak nie były to drastyczne straty.
Przejdźmy do demakijażu.
Należy wykonywać go delikatnie, ponieważ olejki, na bazie których stworzone są płyny do demakijażu, rozpuszczają nasz klej.
Najpierw przykładam wacik nasączony płynem micelarnym do powieki. Robię to w pewnej, niezbyt dużej, odległości od linii rzęs. Przytrzymuje chwilę i delikatnie ciągnę ku górze, aby nie uszkodzić rzęsek. Czynność tę powtarzam aż dana część powieki będzie czysta.
Najpierw przykładam wacik nasączony płynem micelarnym do powieki. Robię to w pewnej, niezbyt dużej, odległości od linii rzęs. Przytrzymuje chwilę i delikatnie ciągnę ku górze, aby nie uszkodzić rzęsek. Czynność tę powtarzam aż dana część powieki będzie czysta.
Następnie patyczek kosmetyczny także zwilżam płynem, po czym delikatnie wycieram powiekę w około linii rzęs. Robię to delikatnie, ale dokładnie.
Po demakijażu, i trzecim tygodniu rzęski prezentują się tak :
Zostaje już umyć cała twarz, również powieki i okolice oczy. O ile zazwyczaj robiłam to cała ręką, nie przykładając większej uwagi dok rzęs, tak teraz robię to bardzo delikatnie. Palcami wskazującymi delikatnie przemywam powieki. Osuszanie twarzy też odbywa się inaczej. Najpierw całą buzie osuszam ręcznikiem, omijając okolicę oczu. Powieki delikatnie wycieram papierem toaletowym i opuszkami palców delikatnie wklepuję niewielką ilość kremu w powieki.
Po wyjściu z salonu byłam pewna, że wrócę tam za kolejny miesiąc, aby dokleić ubytki. Po miesiącu stwierdzam, ze jednak nie. Choć rzęsy były piękne, jak dla mnie zbyt delikatne. Wolę zainwestować w odżywkę i cieszyć się naturalnymi, pięknymi, rzęsami, z którymi nie trzeba obchodzić się jak z jajkiem.
A Wy robiłyście sobie doczepki? Podobają się Wam? Nie utrudniają życia?




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz