czwartek, 22 września 2016

ZUPA KREM Z DYNI

O ile się nie mylę, dziś mamy pierwszy dzień jesieni, a ja mam dzień wolny, więc postanowiłam skorzystać z tej jesieni i jej darów. Choć to jeszcze nie pora Halloween, to u nas często przewija się dynią. Dziś na obiad typowo jesienne danie - zupa krem z dyni. Jeśli tylko chcesz możesz zrobić ja razem z nami. 


Czego będziemy potrzebować? 
* około 1 kg dyni obranej ze skóry i pokrojonej w kostkę 
* 1 dużą  cebulę
* 4 ząbki czosnku 
*4 marchewki 
* mały kubek śmietany 18%
*kurkuma
*przyprawa gyros/kebab
*curry 
*zioła prowansalskie 
* papryka mielona słodka
*papryka mielona ostra
*sól 
*pieprz 
*wywar rosołowy ( najlepszy jest rosół domowej roboty, ale opcjonalnie może  być też z kostek) 
  
Cebulę i czosnek kroimy w plastry i podsmarzamy razem z pokrojoną w kostkę dynią.  Posypujemy przyprawami, i smarzymy aż dynia zrobi się miękka, cebulą się zeszkli i rozniesie się piękny zapach.

Kiedy podsmarzana dynia jest już miękka całą zawartość patelni wrzucamy do gotującego się rosołu, dorzucamy obrane, pokrojone w kostki marchewki i gotujemy przez parę minut.
Następnie wszystko blendujemy i doprawiamy jeszcze do smaku. Na koniec dodajemy śmietanę. Najlepiej najpierw do kubeczek ze śmietaną wlać kilka łyżek gorącego kremu aby zachartować śmietanę, a dopiero później całość wlać do zupy. Teraz trzeba tylko dobrze wymieszać i  pyszna, jesuenna zupa gotowa. 

Jako dodatek do zupy można podsmażyć piersi z kurczaka pokrojone na niewielkie kawałki, posypane najzwyklejszą przyprawą do kurczaka. 
 
Zupę najlepiej podawać też z grzankami. Mogą być to grzanki z chleba pokrojonego w kostkę podsmarzanego na patelni, albo też pieczone w tosterze. Ja jednak preferuje te drugie. 

A Ty masz swoje ulubione danie na jesień? 

środa, 13 kwietnia 2016

Vintage chackered shirt.

Pogoda robi sie coraz ładniejsza, pora pozamieniać grube swetry na koszule i koszulki.ja dziś wybrałam vintage czerwona koszule w kratę, choć kiedy bardziej wyszło słońce i zrobiło się cieplej nosiłam ja już tylko jako element dekoracyjny -przewiązaną w pasie.Aby podkreślić kolor koszuli usta pomalowałam czerwona pomadką i do związania koka na czubku głowy użyłam czerwonej gumki. ;)
 






















spodnie - demin co
 

piątek, 1 kwietnia 2016

Nie polecam || buble w marcu .

Nie polecam w marcu, czy produkty, które zakupiłam w tym miesiącu, ale raczej nie kupię już ich nigdy więcej... tak zwane buble kosmetyczne. Albo produkty, które po prostu mi się nie spodobały i nie przypadły do gustu.
Batiste dry shampoo
Zacznę od chyba najgorszego rozczarowania w tym miesiącu. Suchy szampon dla brunetek. Rozczarowanie to jest jednak poniekąd wynikiem mojej głupoty, ponieważ to oczywiste, taki produkt dla brunetki będzie miał ciemny kolor, spodziewałam się tego. Jednak chyba żadna z nas nie chciałaby, żeby, kiedy popsika się szampanem, na jej uchu, albo twarzy znalazło się to
 
niestety tego już nie przewidziałam, spieszyć się do kosmetyczki popsikałam się szybko i dość niedbale po głowie, po czym poszłam się dalej szykować. Tuz przed wyjściem chciałam jeszcze przeczesać włosy i zobaczyłam to! Całe ucho tego obrzydliwego koloru. Mało tego, za każdym razem kiedy pooprawiałam włosy, albo ich tylko dotykałam na moich palcach osiadał ten proszek. Tragedia. Ręce może nie były aż tak brudne, jak na zdjęciu, ale nie wyglądały na czyste.


BB krem łagodzący.



Krem BB Mixa kupiłam na wyprzedaży za około 10 złotych. Nie czytałam wcześniej żadnych recenzji, jedynie widziałam go gdzieś w reklamach. Po zakupie byłam bardzo zadowolona, aż do momentu pierwszego użycia. Zanim pomalowałam nim cała tę aż zrobił się obrzydliwie pomarańczowy i ciemniejszy że 2 tony

Nigdy więcej już go nie użyłam. 


Korektor.
Kolejnym produktem, po którym spodziewałam się więcej jest korektor z Make-up Revolution. Tą firmę uważam za jedną z najlepszych w branży kosmetycznej i z każdego innego produktu jestem bardzo zadowolona.
Niestety, ten ma tylko piękny kolor.
To porównanie kolektora z BB.
Niestety poza kolorem nie sprawdził się. Używałam Ci wiele razy, i za każdym razem się ważył. Czy kładłam to bezpośrednio na twarz, czy na podkład, czy rano czy wieczorem, wypoczywa czy zmęczona - ważył się. Nie wyglądał dobrze, niezależnie czym go rozprowadzałam, jednak chyba najgorzej wyglądał po pędzlu. Zawiodłam się, tym bardziej ze inne produkty rej firmy sprawdzają się idealnie.


Scandaleyes eyeliner.

Eyeliner z Rimmel kupiłam kupiłam już trochę wcześniej niż w marcu, ale wrzucę go w ten miesiąc. Nie jest godny polecenia. Szybko się ściera z powieki, jest bardzo gruby, mało precyzyjny i bardziej przypomina pisak dla dzieci niż eyeliner dla kobiet.
Pierwsza kreska scandaleyes - druga normalny eyeliner.

Mascara.
Tusz do rzęs z Pierre Rence kupiłam w sklepie internetowym, też trochę w ciemno. Skusiła mnie cena- coś około 5 złotych. Ale i za tą cenę drugi raz bym nie kupiła. Wielka, nieporęczna szczoteczka i bardzo gęsta, konsystencja, przez co łatwiej pobrudzić sobie powiekę niż wystylizować rzęsy.

A Ty masz jakoś produkt który kupiłaś bądź kupiłeś  w marcu i uważasz za bubel ,nie tylko kosmetyczny?

sobota, 26 marca 2016

Eyelashes

 Zalotne spojrzenie. Piękne, długie, ponętne rzęsy, chyba każda Kobieta o takich marzy.  Niestety nie każdą z Nas natura obdarzyła rzęskami godnymi pozazdroszczenia, dlatego wiele kobiet pomaga sobie w mniej, lub bardziej inwazyjny sposób. Wiele Pań nakłada sobie różnego rodzaju odżywki, aby polepszyć efekt swojego spojrzenia. Ja tym razem zdecydowałam się na metodę bardziej inwazyjną- mianowicie przedłużanie rzęs metodą 1:1.
Takie zabiegi są coraz bardziej modne, więc zrelacjonuje Wam swoje odczucia.
 Metoda 1:1 polega na przyklejeniu do każdej mojej naturalnej rzęsy, rzęsy sztucznej. W zależności od zamierzonego efektu, doklejane rzęski mogą być dłuższe, krótsze, bardziej podkręcone, lub wyglądające bardzo naturalnie. Ja wybrałam długie i podkręcone.
Cały zabieg trwał około 3 godziny ( po 1,5h na jedno oko) i kosztował 150 złotych.
Po pierwszym spojrzeniu w lustro byłam zachwycona. Moje oczy wyglądały cudownie. Co prawda zaraz po wyjściu z  salonu czułam, że mam coś doklejonego do moich rzęs, jednak nie przeszkadzały mi ani w pisaniu, ani w jeździe samochodem, czy pracy.



















 O takie rzęsy trzeba odpowiednio dbać. Przede wszystkim NIE MOŻNA ICH TUSZOWAĆ, demakijaż oczu należy wykonywać w odpowiedni sposób aby ich nie uszkodzić, ale o tym za chwilę. Przez pierwsze 48 h. rzęsy są najdelikatniejsze, ponieważ cały czas trwa wiązanie kleju i nie jest on jeszcze tak trwały, jak w późniejszych dniach.
 Już pierwszej nocy kilka doczepek się odkleiło, nie było to zauważalne w  gęstości, jednak na białej pościeli zauważyłam kilka pojedynczych rzęsek. Następnego dnia rano moje oczy wyglądały tak:
Każdego dnia kilka z nich wypadało. Niektóre po prostu się odklejały, inne wypadały razem z moimi naturalnymi rzęsami, do których były doczepione, jednak nie były to drastyczne straty.

 Po dwóch tygodniach oczy prezentowałysię tak :


  Przejdźmy do demakijażu.


   Należy wykonywać go delikatnie, ponieważ olejki, na bazie których stworzone są płyny do demakijażu, rozpuszczają nasz klej.
  Najpierw przykładam wacik nasączony płynem micelarnym do powieki. Robię to w pewnej, niezbyt dużej, odległości od linii rzęs. Przytrzymuje chwilę i delikatnie ciągnę ku górze, aby nie uszkodzić rzęsek. Czynność tę powtarzam aż dana część powieki będzie czysta.



 Następnie patyczek kosmetyczny także zwilżam płynem, po czym delikatnie wycieram powiekę w około linii rzęs. Robię to delikatnie,  ale dokładnie.




 Po demakijażu, i trzecim tygodniu rzęski prezentują się tak :






 Zostaje już umyć cała twarz, również powieki i okolice oczy. O ile zazwyczaj robiłam to cała ręką,  nie przykładając większej uwagi dok rzęs, tak teraz robię to bardzo delikatnie. Palcami wskazującymi delikatnie przemywam powieki.  Osuszanie twarzy też odbywa się inaczej. Najpierw całą buzie osuszam ręcznikiem,  omijając okolicę oczu. Powieki delikatnie wycieram papierem toaletowym i opuszkami palców delikatnie wklepuję niewielką ilość kremu w powieki.


 Po wyjściu z salonu byłam pewna, że wrócę tam za kolejny miesiąc, aby dokleić ubytki. Po miesiącu stwierdzam, ze jednak nie. Choć rzęsy były piękne, jak dla mnie zbyt delikatne. Wolę zainwestować w odżywkę i cieszyć się naturalnymi, pięknymi, rzęsami, z którymi nie trzeba obchodzić się jak z jajkiem.
A Wy robiłyście sobie doczepki? Podobają się Wam? Nie utrudniają życia?